Vito i Ben są po kastracji. Chłopaki czują się dobrze. Vito chodzi w kołnierzu, Ben niestety każdą przeszkodę pokona, kołnierz dosłownie rozwalił w kawałki pierwszej nocy.
Ben przywitał weterynarzy ufnie, z małymi oporami dał sobie podać zastrzyk.
Widać różnicę w porównaniu z zachowaniem Vito, który warczał już na powitanie, a potem złościł się mocniej. Coś się psisko popsuło mocno.
Podczas narkozy pobraliśmy krew obu psiakom na ogólne badania.
Na razie nic ich nie boli, nie drażni. Mam nadzieję, że szybko się zagoją.
WILCZAKI (Ceskoslovensky Vlcak i Saarlooswolfhond) które potrzebują pomocy znajdą tu wsparcie. Strona informacyjna o Wilczakach w Polsce w potrzebie. Adopcje, porzucenia, Wilczaki w schroniskach. Wilczaki z wyjątkowymi problemami lub oddane z przyczyn losowych. Historie naszych podopiecznych, udane adopcje, nowe rodziny. Tu możesz zgłosić swój problem z Wilczakiem lub zostawić informację o porzuconym, źle traktowanym Wilczaku. Kontakt: ela.wojtko@o2.pl , tel. 502390630
10.04.2016
29.03.2016
Ku przestrodze - list człowieka w rozpaczy
W lutym 2016 zaangażowałam się w pomoc w adopcji dorosłego samca CSV. Ostatecznie dom znalazł mu hodowca i pies jest już w nowym miejscu, w domu z suczką CSV i doświadczonymi przewodnikami. Dostałam zgodę na publikację dramatycznego listu, który napisał przewodnik psa w poszukiwaniu pomocy. Opisuje w nim całą sytuację i problemy z psem. Imię psa zostało zmienione.
Zamieszczam ten list ku przestrodze - co Wilczak potrafi i na jakie problemy można się natknąć decydując się na życie z Wilczakiem. A więc - przemyśl decyzję nie dwa, a trzy razy.
Zamieszczam ten list ku przestrodze - co Wilczak potrafi i na jakie problemy można się natknąć decydując się na życie z Wilczakiem. A więc - przemyśl decyzję nie dwa, a trzy razy.
"Witaj
Piszę do Ciebie ponieważ jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji. Bardzo ciężko mi o tym mówić, ale musimy chyba oddać Maxa.
Głównym problem jest jego lęk separacyjny. Jak ma zostać sam w domu zaczyna wariować. Zniszczył nam już chyba całe mieszkanie. Wszystkie możliwe sprzęty w domu. Zostaje w domu na ok 4 godziny dziennie...szaleje, wyje, piszczy. Drapie po ścianach, oknach. Próbowaliśmy już wszystkich sposobów zainteresowania go czymś...zabawki, kości itp. Założyliśmy mu obrożę z feromonami Adaptil. Nic nie pomaga.
2 lata temu wyskoczył z okna. Połamał poważnie 2 łapy. Na przedniej lekarze zrobili mu artrodezę (usztywnienie stawu) natomiast w tylnej miał drut. W tej chwili chodzi i biega na miarę swoich możliwości, ale kuleje. Wydaliśmy na jego operacje i pokrycie szkód już kilka tysięcy złotych. 2 dni temu tak szalał w mieszkaniu że sam otworzył okno u syna w pokoju na 2 piętrze. Moja żona jest już cała w nerwach, codziennie boli ją brzuch na myśl co zastanie w domu jak wróci z pracy. Codziennie rano ma długi spacer a mimo to żona musi go siłą wpychać do mieszkania. Max warczy i gryzie ją. Boje się że sobie w końcu zrobi jakąś krzywdę bo skacze z tymi swoimi chorymi łapami po oknach i parapetach.
Ja jeszcze mam jakieś resztki sił ale moja żona jest już załamana tą sytuacją. Całe mieszkanie zdemolowane, sąsiedzi już narzekają.
Staliśmy się więźniami we własnym domu. Mamy małego syna...nie możemy nigdzie wyjść całą rodziną. Zawsze ktoś z nas musi zostać w domu z psem.
Sam nie mogę w to uwierzyć że o to Cię proszę, ale ta sytuacja już nas po prostu przerasta. Serce nam pęka na samą myśl, ale tak się nie da żyć. Nasz syn zaraz zacznie interesować się światem a nie będziemy mogli mu go pokazać bo nie można zostawić w domu psa na kilka godzin samego.
Stąd moje pytanie
Czy znasz może kogoś kto by przygarnął Maxa? Oczywiście musiałby to być ktoś kto byłby w stanie zapewnić mu odpowiednie życie. Nie w klatce czy w samotności na podwórku.
Może ktoś kto ma dom z ogródkiem i ma już jednego psa z którym Max mógłby przebywać.
Ktoś kto zaakceptowałby to że Max ma problemy z łapami, jest po operacjach oraz to że jest nauczony jeść codziennie ok 1 kilograma surowego mięsa...nic innego nie je. żadna sucha karma czy resztki z obiadu.
Aż mi się łzy lecą z oczu jak to piszę ale po prostu jesteśmy już bezradni...a tak jak dotychczas nie możemy już żyć bo to jest chore :( "
Piszę do Ciebie ponieważ jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji. Bardzo ciężko mi o tym mówić, ale musimy chyba oddać Maxa.
Głównym problem jest jego lęk separacyjny. Jak ma zostać sam w domu zaczyna wariować. Zniszczył nam już chyba całe mieszkanie. Wszystkie możliwe sprzęty w domu. Zostaje w domu na ok 4 godziny dziennie...szaleje, wyje, piszczy. Drapie po ścianach, oknach. Próbowaliśmy już wszystkich sposobów zainteresowania go czymś...zabawki, kości itp. Założyliśmy mu obrożę z feromonami Adaptil. Nic nie pomaga.
2 lata temu wyskoczył z okna. Połamał poważnie 2 łapy. Na przedniej lekarze zrobili mu artrodezę (usztywnienie stawu) natomiast w tylnej miał drut. W tej chwili chodzi i biega na miarę swoich możliwości, ale kuleje. Wydaliśmy na jego operacje i pokrycie szkód już kilka tysięcy złotych. 2 dni temu tak szalał w mieszkaniu że sam otworzył okno u syna w pokoju na 2 piętrze. Moja żona jest już cała w nerwach, codziennie boli ją brzuch na myśl co zastanie w domu jak wróci z pracy. Codziennie rano ma długi spacer a mimo to żona musi go siłą wpychać do mieszkania. Max warczy i gryzie ją. Boje się że sobie w końcu zrobi jakąś krzywdę bo skacze z tymi swoimi chorymi łapami po oknach i parapetach.
Ja jeszcze mam jakieś resztki sił ale moja żona jest już załamana tą sytuacją. Całe mieszkanie zdemolowane, sąsiedzi już narzekają.
Staliśmy się więźniami we własnym domu. Mamy małego syna...nie możemy nigdzie wyjść całą rodziną. Zawsze ktoś z nas musi zostać w domu z psem.
Sam nie mogę w to uwierzyć że o to Cię proszę, ale ta sytuacja już nas po prostu przerasta. Serce nam pęka na samą myśl, ale tak się nie da żyć. Nasz syn zaraz zacznie interesować się światem a nie będziemy mogli mu go pokazać bo nie można zostawić w domu psa na kilka godzin samego.
Stąd moje pytanie
Czy znasz może kogoś kto by przygarnął Maxa? Oczywiście musiałby to być ktoś kto byłby w stanie zapewnić mu odpowiednie życie. Nie w klatce czy w samotności na podwórku.
Może ktoś kto ma dom z ogródkiem i ma już jednego psa z którym Max mógłby przebywać.
Ktoś kto zaakceptowałby to że Max ma problemy z łapami, jest po operacjach oraz to że jest nauczony jeść codziennie ok 1 kilograma surowego mięsa...nic innego nie je. żadna sucha karma czy resztki z obiadu.
Aż mi się łzy lecą z oczu jak to piszę ale po prostu jesteśmy już bezradni...a tak jak dotychczas nie możemy już żyć bo to jest chore :( "
27.03.2016
Adopcja Luny / Airmid
Czasem gdy pies nie ma agresji możemy podjąć decyzję o bezpośredniej adopcji. Tak było z Lunką, nazwaną teraz Airmid.
Luna to 15 mies suczka CSV z rodowodem, która okazała się problematyczna dla poprzedniej rodziny.
Pogryzła mniejszą suczkę, psociła w domu, pewnie też zabrakło czasu. W styczniu oddano ją na przechowanie do kojca do treserki, która podobno sporo z suczką wypracowała dobrych zachowań. Pozbyły się wielu lęków, jednak Lunka nauczyła się opuszczać kojec samowolnie i pojawiła się potrzeba pilnej adopcji.
Pogryzła mniejszą suczkę, psociła w domu, pewnie też zabrakło czasu. W styczniu oddano ją na przechowanie do kojca do treserki, która podobno sporo z suczką wypracowała dobrych zachowań. Pozbyły się wielu lęków, jednak Lunka nauczyła się opuszczać kojec samowolnie i pojawiła się potrzeba pilnej adopcji.
Szczęśliwie, miałam "w zapasie" rodzinę, która czekała właśnie na młodą suczkę.
Od kilku dni sunia jest w nowym domu.
Airmid zamieszkała w Karkonoszach w rodzinie pana Antoniego.
Trzymajcie kciuki za powodzenie nowej adopcji.
VITO znowu u nas
Długi czas było dobrze, przewodniczka wypracowała silną więź, opanowała zazdrość psa i jego wyskoki. Psiak wszędzie z Nią jeździł, chodził, wiele się od siebie nauczyli.
Nie wiem kiedy zaczęło się psuć, bo nie dostałam sygnałów, że jest tak źle. Być może ma to związek z powiększeniem się "stada".
Przewodniczka i jej partner wyjechali z Vito na dalekie i długie wakacje i tam się posypało.
Zaczęły się ataki agresji do obcych, znacznie silniejsze niż niewielkie próby kiedyś. Być może trwało to już dłużej, a na wyjeździe przyszła kumulacja.
Ostatecznie pies przestał być bezpieczny dla własnej rodziny i prosto z wyjazdu przywieźli go do mnie.
Vito to obecnie prawie 3 letni samiec, świadomy swojej siły i możliwości używania zębów na ludzi. Z racji wieku i "recydywy" jest trudniej, jednak plusem jest, że doskonale mnie (i stado i miejsce) pamięta i nadal ma do mnie szacunek. Jest uległy ale bacznie obserwuje, czy go nie będę prowokować.
Vito jest bardzo szczupły, nie ma najlepszego trawienia, jest dziwnie ospały, jakby leniwy. Być może coś na wyjeździe mu zaszkodziło, a może to powiązanie zdrowia psychicznego i fizycznego.
Podjęliśmy decyzję o jego kastracji, może to pomoże trochę. Trzeba by też koniecznie by trafił w ręce dobrego tresera, gdy wróci do rodziny. Mam nadzieję, że wróci.
Tak więc pracujemy od nowa :/
Zyta w nowym stadzie
Nowa adopcja Zyty przebiega pomyślnie.
Rodzina z doświadczeniem, starsze psy, dużo ruchu, wszystko to ustawia Zytę na właściwej pozycji, nie pozwalając na nadmierne harce.
Wygląda na to, że zostanie tam na stałe.
29.02.2016
BEN - pół roku w Jantarowie
Pół roku temu przyjechał do nas BEN, jego historię znajdziecie tu:
BEN jest na etapie pośrednim - główne problemy zniknęły, ale sporo jest jeszcze do zrobienia. Nie jest jeszcze gotowy do adopcji, ale w wielu dziedzinach można mu już zaufać.
BEN to odważny, nieustraszony Wilczak. Wspaniały materiał dla osoby znającej rasę, która rzuciłaby psa w wir zadań. Ma problem z zostawaniem. Tzn zostaje w kojcu, ale znosi to bardzo źle. Potrzebowałby kogoś, kto może mieć psa większość czasu przy sobie.
Uwielbia wszystkie suczki, nawet te gryzące i nieznośne ;) Toleruje małe psy i psią młodzież. Jako pewny siebie, dominujący osobnik nie ma problemów z akceptowaniem rzeczywistości. Nie nadaje się na żadne "podwórko", chce mieć SWOJEGO przewodnika, najlepiej stale na oku, chociaż nie jest przesadnie zazdrosny, może się nim podzielić z innymi psami.
Jest mocno dominujący, w końcu to ponad 3-letni samiec CSV, ale do ogarnięcia dla osoby znającej rasę.
Na przewodnika potrzebuje osobę znającą Wilczaki i dobrze sobie z nimi dającą radę, lub kogoś z przygotowaniem tresera psów.
Przy pomyślnych okolicznościach, Ben już za jakiś kwartał będzie może do adopcji.
Dla świadomej rasy osoby chętnie znajdziemy czas na kilka wizyt zapoznawczych.
Nowa rodzina ZYTY
ZYTA pojechała w okolice Torunia.
Zamieszkała w rodzinie, która ma już jednego Wilczaka z adopcji (2 lata temu adoptowali rocznego samca CSV). Mają też ponad 6-cio letnią suczkę Husky, bardzo zrównoważoną i ułożoną. To rodzina Arona, który też przeszedł przez moje ręce.
Ufam, że z poradzą sobie i tym razem.
Suczki się dogadały, Zyta jest podporządkowana.
Czekamy na relacje i zdjęcia z nowego domku.
Nowa adopcja odbyła sie tak szybko, bo ta rodzina czekała już gotowa do adopcji od dłuższego czasu.
Jeśli możecie (chcecie) stworzyć dom stały (lub tymczasowy) dla Wilczaka w potrzebie, skontaktujcie się ze mną. Każda pomoc się przyda prędzej czy później.
Nowa adopcja odbyła sie tak szybko, bo ta rodzina czekała już gotowa do adopcji od dłuższego czasu.
Jeśli możecie (chcecie) stworzyć dom stały (lub tymczasowy) dla Wilczaka w potrzebie, skontaktujcie się ze mną. Każda pomoc się przyda prędzej czy później.
22.02.2016
Zytka wróciła
Przyjechała Zyta. Została oddana z poprzedniej adopcji po ponad 3 miesiącach. Rodzina adopcyjna twierdzi, że przez cały okres próbny dołożyła wszelkich starań by suczkę opanować i wyprowadzić z problemów. Wiele spraw podobno wypracowano, niestety największe problemy pozostały. Rodzina adopcyjna opisuje je jako: "nieprzewidywalne i niesprowokowane napady agresji do niektórych psów i ludzi". Silna dominacja, przeciwstawianie się w domu, napadowe pobudzenia i uciążliwe skakanie na ludzi z silnym łapaniem za ręce.
Podobno opanowano temat załatwiania się w domu, chodzenia na smyczy, zachowania w domu.
Przez te 3 mies 2 razy odwiedziłam Zytę, za pierwszym razem na początku, wszystko było na dobrej drodze. Dostawałam zdjęcia i sms'y świadczące o wzajemnym uczuciu. Za drugim razem, niedawno, coś mi nie pasowało. To było kilka minut spotkania, ale Zyta zachowywała sie nawet gorzej niż poprzednio. No ale czasami tak sie przy mnie nakręcają, więc czekałam na normalne spotkanie na koniec okresu próbnego.
Przez te 3 miesiące nie dostałam ani jednego telefonu czy sms'a z opisem problemów, czy z prośbą o radę. Podobno korzystali z pomocy behawiorysty, który jednak raczej nie miał szans znać wcześniej Wilczaków. Każdy się stara jak umie. Jeśli ktoś chce pomocy, ode mnie też zawsze ją dostanie.
Z Zytą wyczuwamy się na nowo. Dla mnie nie jest specjalnie problematyczna.
W niedzielę ma przyjechać nowa rodzina, która oceni swoje możliwości na wzięcie Zyty. Mają doświadczenie, mają już jednego Wilczaka z adopcji. Trzymajcie znowu kciuki, gdzieś musi sunia zaparkować na stałe.
Podobno opanowano temat załatwiania się w domu, chodzenia na smyczy, zachowania w domu.
Przez te 3 mies 2 razy odwiedziłam Zytę, za pierwszym razem na początku, wszystko było na dobrej drodze. Dostawałam zdjęcia i sms'y świadczące o wzajemnym uczuciu. Za drugim razem, niedawno, coś mi nie pasowało. To było kilka minut spotkania, ale Zyta zachowywała sie nawet gorzej niż poprzednio. No ale czasami tak sie przy mnie nakręcają, więc czekałam na normalne spotkanie na koniec okresu próbnego.
Przez te 3 miesiące nie dostałam ani jednego telefonu czy sms'a z opisem problemów, czy z prośbą o radę. Podobno korzystali z pomocy behawiorysty, który jednak raczej nie miał szans znać wcześniej Wilczaków. Każdy się stara jak umie. Jeśli ktoś chce pomocy, ode mnie też zawsze ją dostanie.
Z Zytą wyczuwamy się na nowo. Dla mnie nie jest specjalnie problematyczna.
W niedzielę ma przyjechać nowa rodzina, która oceni swoje możliwości na wzięcie Zyty. Mają doświadczenie, mają już jednego Wilczaka z adopcji. Trzymajcie znowu kciuki, gdzieś musi sunia zaparkować na stałe.
18.02.2016
Nie zawsze się udaje
Dotychczasowe powodzenia w wilczakowych adopcjach najwyraźniej mnie rozpieściły, ale nie zawsze się udaje.
W ostatnich dniach wrócił z adopcji po miesiącu Dżedaj.
Po 3 miesiącach wraca też Zyta.
Ich temperament i dominacja nie są łatwe do ogarnięcia dla ludzi bez znajomości rasy, mimo prób i starań.
W ostatnich dniach wrócił z adopcji po miesiącu Dżedaj.
Po 3 miesiącach wraca też Zyta.
Ich temperament i dominacja nie są łatwe do ogarnięcia dla ludzi bez znajomości rasy, mimo prób i starań.
3.01.2016
ASTRO został tatą!
"Nasz" ASTRO który zamieszkał w Czechach, został tata siódemki małych Wilczaków!
Jego partnerka jest SOFIE, suczka z która mieszka.
Wielka to dla mnie radość, tak mu się fajnie ułożyło :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








