03.12.2017

Bazarek z Wilkami 03 - 10.12.2017




Zapraszamy na bazarek!


W świątecznym i niezmiennie wilczym klimacie zapraszam na bazarek dla Wilczaków w potrzebie.
Zimą rosną koszty utrzymania psiaków, nieuchronnie też nadciąga potrzeba nowego kojca, bo rezydenci zajmują większość "lokali".
Wraz z grupą zaangażowanych osób przygotowałam dla Was specjalne gadżety, które śmiało można użyć jako Gwiazdkowe Prezenty dla bliskich lub dla... siebie ;)
To ostatni bazarek na SOSy w tej formie, wkrótce będzie już bardziej oficjalnie, idą zmiany!
Bazarek trwa do kolejnej niedzieli godzina 22.
Można wystawić własne fanty, proszę wtedy określić kto pokrywa koszty wysyłki (kw) i podstawowe informacje o fancie (czy nowy, wielkość).
Część fantów będzie do licytacji, część w opcji Kup Teraz.
Nr konta: 90 1050 1520 1000 0090 6045 230

Konto dla zagranicy:
IBAN: PL 32 1050 1520 1000 0092 3649 8458
BIC SWIFT: INGBPLPW
Elżbieta Wojtko, Oborniki 64-600, Polska

Zapraszam na jedyny taki, bardzo wilczy, bazarek!

25.11.2017

SOS-owi rezydenci

Z pewnym niedowierzaniem, chociaż i z odrobiną rozbawienia dowiedziałam się niedawno, że moich SOS-owych rezydentów uważa się gdzieniegdzie za Jantarowe zwroty (zwroty psów z mojej hodowli z powodu np agresji).
Pewnie to mój błąd, bo nie posługuję się imionami z "pierwszego życia" psa, ani z rodowodu.
Przyjeżdżają do mnie zwykle psy na zupełnie straconych pozycjach, takie u których zapadła już decyzja o uśpieniu (oddaniu). Takie psy bardzo słabo rokują adopcyjnie. Zaczynają tu nowe życie, mam więc też zwyczaj nadawać im nowe imię. Zwykle zakładam, że mogą zostać na stałe.
Z powodu agresji przyjęłam dotychczas na rezydentów 5 samców CSV. 

Pokrótce opiszę je pod zdjęciami.
Z tych pięciu, jeden jest Jantarowy, to jedyny przypadek "agresji" do człowieka w mojej hodowli ( 8 miotów CSV).
Cztery pozostałe psy pochodzą wszystkie z polskich hodowli (każdy z innej), tylko przy pierwszym psie miałam wsparcie ze strony hodowcy. Obecnie rodzina ojca ostatniego rezydenta bardzo nas wspiera.
Dlaczego o tym piszę? Dla jasności, rzecz prosta. 


 MENTOS
MENTAL Silver Power
Pierwszy!
Decyzja o przyjęciu Mentosa wynikała z chęci stworzenia azylu dla Wilczaków, które nadziei już nie mają, jednak wynikała też z mojej pychy, przeświadczeniu o własnej mądrości, doświadczeniu z rasą. Przed Mentosem, nigdy nie spotkałam się z taką agresją i przypadek ten mnie przerósł.
Przyjechał jako zupełnie dorosły, ponad 5-cio letni pies, którego agresja narastała od lat i była silnie utrwalona. Miał za sobą wiele pogryzień członków rodziny, także dziecka.
Mentos był najtrudniejszym z rezydentów, odbudowanie zaufania trwało najdłużej.
Dzięki bezcennej pomocy tresera Kotwicy udało się nie tylko wyprostować Mentosa, ale też nauczyło mnie metody postępowania z psami agresywnymi.
To była moja szkoła życia.
Mentos odszedł po kilku latach na zapalenie płuc.
Przez cały czas miałam ogromne wsparcie ze strony jego hodowcy, a także od rodziny ojca psa.
Przez lata byłam w doskonałym kontakcie z jego pierwszym domem.
Mentosa udało mi się polubić, ale zawsze trochę się go bałam, mimo ogromu pracy włożonego w relacje z nim. Taki był skutek kilkakrotnego pogryzienia przez niego na początku naszej wspólnej drogi.



BEN
BELFER Leśny Kamrat

Dziwnym zrządzeniem losu, na dzień przed śmiercią Mentosa, przyjechał do mnie Ben.
Ben to z gruntu wspaniały charakter, skrzywiony przez brak domu.
Zakochałam się w tym cudownym psie, jednak szczerze żałuję, że nie znalazł domu, bo do adopcji nadaje się już od dawna i jest wspaniałym towarzyszem.
Ben miał kilka incydentów agresji (3-4 osoby w schronisku), jego agresja przed przyjazdem nie trwała zbyt długo.
Przy tym psie najbardziej uciążliwa jest jego najwspanialsza cecha - walka o wolność i chęć bycia blisko człowieka. Ben zrobi wszystko żeby wydostać się z kojca (od szczekania na wysokich tonach przez wiele godzin po demolkę stalowego kojca). Strasznie ciężko się z nim żyje, bo jego siła jest niespożyta a wola walki niesamowita. Podziwiam go i czasami nienawidzę, jednak skradł mi serce.
Po przygodach poprzednich psów z adopcjami (Vito, Dżedaj, Zyta), przy Benie jestem bardzo wymagająca co do domu adopcyjnego, co skutkuje brakiem takowego.




VITO
ŁOPIAN Wilczy Duch
Vito przyjechał po raz pierwszy jako młody pies z początkami agresji i z chorobliwą zazdrością o najbliższych. "Naprawił" się błyskawicznie, to wspaniały pies, w stałym bliskim kontakcie, niekłopotliwy, poza tą swoją zazdrością.
Do adopcji trafił w ręce fajne, ale niedoświadczone. Jego pani radziła sobie i stworzyła mu na dłuższy czas dom. W domu jednak pojawił sie mężczyzna, z którym Vito sie nie dogadał. Pani zaczęła też chorować, co nasiliło problemy.
Ostatecznie, na wakacjach, Vito pogryzł Pana i Panią i odstawiono go do mnie.
Teraz to już całkiem dorosły pies, z zupełnym brakiem zaufania do ludzi. Pies, który wie jak straszyć zębami.
Recydywa to trudna rzecz. Vito jest prawie doskonały w relacji ze mną, jednak zupełnie mu nie ufam w kontaktach z obcymi, zdaje się nikogo nie akceptować. Żyje więc ze mną i żeńską częścią mojego stada. Jest cichy, niewymagający, kochany. Szkoda tylko, że musi tak być już na stałe.





DŻEDAJ Jantarowa Wataha
Dżedaj wrócił do hodowli jako roczny pies, po ugryzieniu obcego dziecka.
Jedyny z "agresorów", któremu nie zmieniałam imienia. Nie było potrzeby. Imię było talizmanem i tak miało pozostać. Nie chciałam też ukrywać jego tożsamości, mój pies, moja odpowiedzialność. Agresja wynikała ze złego prowadzenia psa.
Dżedaj miał pojedynczy incydent agresji, u mnie nie przejawiał agresji do ludzi. Był znerwicowanym, zagubionym dzieciakiem, który trochę popróbował straszenia zębami.
Nie silę się na obiektywizm, to mój synek, zawsze będzie miał całe moje serce.
Porównując go z resztą rezydentów, to najlżejszy przypadek. Całkowicie zresocjalizowany.
Dżedaj swobodnie przebywa w każdej grupie ludzi, swobodnie obcuje z dziećmi. Jako synek został włączony do stada, mieszka w domu z resztą Jantarowych. W kojcach nocują pozostali trzej rezydenci. Dżedaj od początku jest częścią Jantarowych i zawsze tak będzie. Śpi ze mną w łóżku. Wita gości przy bramie.
Z dawnych przejść ślad pozostał - nie toleruje słabych psów/suk. Uznaje wyższość dorosłych, silnych psychicznie suczek (dawniej też samców). Bardzo lubi szczeniaki. Ale młodych psów / suk nie lubi i takich kontaktów unikamy.
Wpasował się idealnie w nasze stado. Jedyny "agresywny" Jantarowy, może być teraz wizytówką dobrych manier. Zapraszamy do odwiedzin.
 
 
ERYK
ERVIN Braterstwo Wilczaków
Eryk to mój najstarszy rezydent, przyjechał jako 9-cio letni łobuz. Był przeznaczony do uśpienia, ponieważ atakował rodzinę (mieszkał sam na ogrodzie).
Z powodu braku kontaktów ze światem, ludźmi, nie akceptuje nikogo. Początkowo reagował agresją, jednak udało mi się zdobyć jego zaufanie i teraz wiem, że mnie szanuje i czuje sie tu komfortowo.
Nie toleruje nikogo poza mną. Nie toleruje żadnych psów (ani suczek). Ma więc bezpośredni kontakt tylko ze mną, co zdaje się mu wystarczać.
Jego nawyki w tym wieku są ugruntowane, oprócz tego co osiągnęliśmy, nie liczę na więcej.
Z nerwowego, agresywnego psa, stał sie roześmianym dziadkiem, który potrafi brykać jak młodziak. Jego przemiana jest cudowna i raduje serce, chociaż nadal nie całkiem mu ufam i trzymam dystans. Dla Eryka pobyt tu to najlepsze wyjście, więc dobrze, że tak się stało.


To moje "chłopaki łobuziaki".
 





24.11.2017

Benek do Bena ;) 5.11.2917





Duch z poprzedniego życia odwiedził BENa. 
Przyjechał Benek, opiekun BENa z Sulmina, prekursor imienia i dawny psijaciel.
Było spokojnie i miło, BEN zachowywał się godnie, chwilami tylko wariował z suczkami. Większość czasu nie odstępował nas na krok.
Dziękujemy!


 

29.10.2017

Udana adopcja BARY

09.07.2017 hodowca przywiózł do mnie nową suczkę potrzebującą pomocy. To 3-letnia sunia CSV (z rodowodem), która niedawno była oferowana do sprzedaży.
Suczka została oddana, bo nie spełnia oczekiwań właściciela (nie szczeka, nie chodzi na smyczy) i kto wie jeszcze dlaczego. Cała zasługa odebrania jej w rękach Roberta, hodowcy, który pojechał po sunie i przywiózł ją do mnie (około 1000 km trasy w sumie).
Suczkę nazwano Berry, ja wołam ją Bara, bardziej kobieco ;)
Suczka przez 3 lata nie wychodziła poza teren swojego ogrodu, nie była szczepiona, socjalizowana. Wiadomo więc jak jest. Cały świat ją przeraża, chociaż w sumie najlepiej odnosi się do ludzi. Nie unika kontaktu, podejdzie, poliże. Poza tym, świat jest nowy i straszny. Będziemy uczyć się go na nowo. Drugi problem, to brak akceptacji smyczy. Na razie chodzi na smyczy łańcuszkowej, tzn zaczyna chodzić, bo wszystko tnie (jak kiedyś Zyta).
Bara nie wykazuje nic agresji, jest delikatna i zamknięta w sobie. Po dwóch dniach pierwszy raz się załatwiła. Z czasem blokady będą puszczać. 





 17.07.2017
 BARA aktualizacja.
Załatwia się i je od czasu do czasu.
To był dzień próby puszczenia luzem ze smyczą. Sucz nie wiedziała co z sobą zrobić.
Chodzimy na spacerki na pola (ogrodzone) na smyczy łańcuszkowej, bo Bara chciała odcinać smycz. Na smyczy się szarpała, chwytała ją łapami jak szczeniak. Ale już po 3 dniach, załapała o co chodzi! Mądra suczka mimo ciężkiego startu. Najtrudniej ma z nowym miejscem, moje wariaty tez na razie nie pomagają.
Fajne jest, że póki co nie okazała agresji. Nie ma też specjalnego lęku przed ludźmi. Ludzi lubi i okazuje im uległość (wręcz przesadnie). Fajnie do dzieci.
Wiadomo, że dopiero sie okaże co w niej siedzi za jakiś czas, ale wygląda to obiecująco.
Od początku mamy odwiedziny rodzinki z sąsiedztwa, która pomaga mi Barę socjalizować. Bara jest zachwycona ich towarzystwem, miła do dzieci, na pana dziś machała ogonem! Musi jeszcze tylko poznać cały świat i mu zaufać.


21.07.2017
Wieczorne wyjście na ogród nieco Barę przytłacza. Woli wyjścia na pole, ale tu też musi przywykać.
Jest postęp, suczka węszy, rozgląda się, podchodzi do mnie.
Nadal ma problem z ciągnącą się smyczą. Jeśli się spłoszy, odskakuje, ale nie panikuje, pozwala do siebie podejść. Ma już do mnie trochę zaufania.


22.07.2017
I stał się cud, a tym cudem jest... Celeboski!
Dziś wyjątkowy dzień dla Bary. Rano zwykłe wyjście na siku, a w południe odwiedził nas ofiarny wolontariusz, który pomaga mi w pracy z Barą. Zabrał ją... na godzinny spacer do lasu!
Suczka szła jak marzenie, mijała rowerzystów napięta, ale potem luzowała i wąchała pobocza. Nie było paniki!
Wróciła zmęczona, a tu jeszcze atrakcje - poznała oko w oko Celeba. Oczywiście się zakochała, inaczej być nie może
Wieczorem Bara i Celeb pobiegali razem (zdecydowałam się jednak odpiąć jej w ogrodzie linkę i łańcuch, bo strasznie ją płoszył, a tu nie ma szans się wydostać).
I zabawa była szalona! Celeb dostojnie pozwolił się adorować. Tego było suczce potrzeba. Po zabawie, dała się zapiąć na smycz i wróciła do kojca. W trakcie zabawy kilka razy sama do mnie podchodziła Ech, jak to miło patrzeć na sucz radosną!


23.07.2017
 Kolejny dzień pełen wrażeń dla BARY!
Rano długi spacer z Joanną - dziękujemy!
Wieczorem zapoznanie z nowym kolegą (zdjęcia kolegi jutro ;) ), z którym Bara będzie dzielić "niewolę" przez najbliższe dni. Zapoznanie udane, gość ułożony i dystyngowany, czasem tylko przechodził zbyt szybko do zestawów zbliżeniowych ;)
Bara pobiegała przy nowych osobach, ośmielała się podchodzić coraz bliżej. Jest lepiej, chociaż droga daleka.





 25.07.2017
 BARA dała dziś popalić. Trochę sie już na to zanosiło.
Generalnie sucz ma jak w niebie, bo codziennie rano jest porywana na bardzo długi spacer (nawet do 2h), więc nawet o tym nie marzyłyśmy!
Ale... po podwórku biega luzem i zaczyna kombinować, tzn przychodzić "jak zechce". Popołudniowe bieganie 1.5h łazili sobie z Nersilem po podwórzu, kopali, niuchali, co kto chciał - skończyło się pół godzinnym gonieniem (zaganianiem) suczki   Do tego oczywiście w sporym deszczu
Ostatecznie pomógł znowu Celeb, jemu żadna się nie oprze.
Będzie musiała wrócić na linkę

27.07.2017
 Wieczorem BARA była głodna, chodziła za mną. Rano - godzina na luzie w ogrodzie, a potem... gonienie suki Tym razem pomogły maluchy, poszła za nimi. Ale... uczy się cholernie szybko, jak to one zawsze i drugi raz nie popełnia tego samego "błędu". Wczoraj podałam odrobaczenie, niebawem pojedziemy na szczepienie. 3 światy ;)

29.07.2017
Bary wizyta przed adopcyjna
Decyzja jeszcze nie zapadła, rodzinka podejmie ją na spokojnie, po urlopie, ale przymiarki robimy.
Zabrałam dziś Barę do rodziny, która zainteresowała się żywo losem Bary i wspiera mnie bardzo w procesie jej resocjalizacji.
W nowym miejscu Bara szybko poczuła się dobrze, całą rodzinkę już zna i lubi, otoczenie (kot szczególnie) jej nie przerażały, przeciwnie. Niesamowita jest zdolność adaptacji Wilczaków i ich potrzeba człowieka. Bara robi postępy każdego dnia! Na koniec wytarzała się na najładniejszym trawniku we wsi
PS. CELEBA oczywiście dorzucę w gratisie



31.07.2017
Bara była dziś u weta. Najtrudniejsza część to - wsiąść do auta Dziś ogólny przegląd, uszy ok, jutro badanie krwi, a pod koniec tygodnia - sterylizacja.
Dużo wrażeń dla małej suczki
Z życia domowego - wzięłam ją dziś do domu, była mocno przestraszona. Za to lepiej radzi sobie z linką, już tak przed nią nie ucieka! postępy!
Zrobiła się wesoła i brykająca To bardzo pozytywna suczka..


04.08.2017
Barusza już po zabiegu sterylizacji.
Chwilowo na haju, miała wesoły piątek
Okazało się, że ma potężne zapalenie pęcherza (krwotoczne), więc będziemy leczyć.
Najważniejsze, że się obudziła, teraz przed Barą 2-3 cięższe dni, a potem z górki.

05.08.2017

 
Bara dzień po zabiegu - w dobrej formie! Nie boli ją, po raz pierwszy chętnie i często sika, może coś się odblokowało przez leki. Jest w dobrym stanie. Teraz niech się ładnie zagoi.

06.08.2017
 Nowy opiekun :)
A humorek dopisuje.
BARA, CELEB & Co







08.08.2017
BARA czuje sie dobrze, ale pojawiły sie pewne problemy (krew w stolcu), raczej niezwiązane z zabiegiem. Byłyśmy więc na rtg, nic niepokojącego nie wykazało. Dostała leki osłonowe, czekamy.
Rana goi się doskonale, ubranko jeszcze trochę wytrzyma. Bara BY brykała.


10.08.2017
Decyzja podjęta. Pod koniec sierpnia BARA pojedzie do nowego domu na okres próbny!
Do tego czasu będzie odwiedzać nowe miejsce i zżywać się z rodzinką. Ma sucz szczęście!


12.08.2017
Socjalizacyjny wypad BARY i maluchów do "Szamotuły City"   Bara zniosła nowe wyzwanie nieco gorzej niż maluchy, była spięta większość czasu, ale wyluzowała w drodze powrotnej.
Rana się goi, problemy z krwią (w stolcu) ustąpiły, antybiotyk jeszcze leci, za kilka dni badanie moczu.







16.08.2017
Szwy wyjęte, brzuszek zagojony. Pobrany mocz na posiew czy antybiotyk był skuteczny. Kupa ok. Czekamy na wyniki.
Bara miała najciekawszy tydzień w swoim życiu
Kilka dni mieszkała w nowym domu (do którego idzie z końcem sierpnia), a więc wreszcie w domu, nie w kojcu! W domu jest spokojna i wyluzowana, dogaduje się z kotem, delikatna do dzieci, jest u siebie. Na ogrodzie nadal czujna, przy obcych - spięta lub wystraszona. Ale mimo tego chodzi: odwiedziła plażę i 3 miasteczka, daje radę, chociaż czasami szum ją przerasta. 






28.08.2017
Od piątku BARA jest już w nowym domku!
Jutro ostatnia wizyta u weta, podpisujemy papiery i suczka zaczyna nowy rozdział... Będzie dobrze!





03.09.2017
Pierwsze odwiedziny u BARY.
Suczka wyluzowana i szczęśliwa, zaprzyjaźniona z kotem, chciała nawet adoptować małego kotka. Przywyka do życia w domu, ale widać, że czuje się tam bezpiecznie.
Wspaniały dom. Mamy podpisaną umowę na 3 miesiące. Trzymajcie kciuki!




05.09.2017
Rozliczenie leczenia BARY.
Dziś jeszcze rtg bioder, czekamy na opis.
Zaszczepiona, zaczipowana, po sterylizacji. Wyleczony pęcherz. A wszystko dzięki Wam i Waszej zbiórce   Dziękujemy!






11.09.2017 
W nowym domu